Co warto zobaczyć na Majorce

Grudniowe wakacje na Majorce. Nie wpadłam na to wcześniej. Prawdziwa niespodzianka pod koniec 2017 roku! Oby takich jak najwięcej!

Ale, ale… pierwsze wyzwanie… Jak tutaj się wybrać na dziesięciodniową wyprawę z ośmiomiesięczną dzidzią i w ciąży? Czy to aby nie za wcześnie na wojaże? Słyszałam: umęczysz się, będzie płakał w samolocie, zmieni klimat i się dopiero pochoruje… Skądże! Wszystkim rodzicom, którzy marzą o podróżowaniu z bobasem, gorąco polecam i jeśli ten temat cię interesuje zapraszam tutaj.

Miejsca odwiedzone przez naszą trójkę na Majorce to: Palma de Mallorca, Banyalbufar, Valldemosa, Sóller, Cap de Formentor, Can Picafort, Alcúdia, Sineu, Pòrtol, Cala na Clara. O tych miejscach będę pisać, bo to jest Majorka jaką poznałam. Znajdziecie więc w tym artykule informacje ogólne oraz moje impresje z wybranych miejscowości.

Najpierw czysto organizacyjnie. Bilety Ryanair kupiliśmy z Warszawy z Modlina trzy tygodnie wcześniej. Auto wypożyczyliśmy już na miejscu na ostatnią chwilę. Wybraliśmy taką wypożyczalnię, gdzie nie trzeba było wpłacać depozytu. Transfer z lotniska do siedziby wypożyczalni został wliczony w cenę. Bez auta trudno poznać wyspę i trzeba liczyć na średnio sprawną komunikację między miasteczkami. Wypożyczenie auta uważam za nieodzowne podczas wyprawy na Majorkę. Co do spania, skorzystaliśmy z hoteli oraz z Airbnb i kilka słów o tym już zaraz.

Zielono zimą. Drzewko cytrynowe. Banyalbufar, grudzień 2017.

MAJORKA ZIMĄ – CO TRZEBA WIEDZIEĆ

Przede wszystkim, Majorka zimą, a zwłaszcza w grudniu to już nie do końca wyspa Niemców jak się ma w zwyczaju mówić o tej części Balearów (el Land número diecisiete de Alemania). Jest bezludnie, turyści się zdarzają nie tylko niemieccy, ale nie ma tłumu i można liczyć na poznanie wyspy oczami autochtonów. W grudniu nadmorskie hotele są zamknięte tak jak większość barów, restauracji i klubów. Kurorty świecą pustkami i czekają na przyszły sezon. Doświadczyliśmy tego zwłaszcza w Can Picafort. Dla miłośników plaż bez wrzawy i tłoku, to wymarzona sceneria. Trzeba jednak pamiętać o tym, że jeśli wybieramy się na Majorkę w grudniu, to zimno może nas zaskoczyć… w wynajętym mieszkaniu! Ci, którzy spędzili zimę w jednym z śródziemnomorskich krajów, wiedzą o czym mówię. Mieszkania są dostosowane do upalnego lata, a nie do dwu-trzymiesięcznej lekkiej zimy. Nie ma ogrzewania centralnego, a na podłodze ziębią płytki. Pralnia i suszarnia w jednym, często bezokienna, przepuszcza chłód nocy. Jeśli więc wynajmujesz mieszkanie o tej porze roku dopytaj swojego hosta o grzejniki i poproś, by je włączył odpowiednio wcześniej przed twoim przyjazdem. Nie zawsze jednak grzejniki są wystarczające, by równomiernie ogrzać całe mieszkanie. Inaczej jest w hotelach dostosowanych do wymagań zagranicznych turystów. Nie ma tam mowy o grzaniu się pod kocem.

Tak bardzo przytulnie w Son Burgundy! 
Banyalbufar, grudzień 2017.

Warto pamiętać, że przyjazd podczas zimowego sezonu oznacza lepsze ceny. Hotele wcale nie muszą być bezpłciowe, sterylne i „nieudomowione”. Szczególnie przypadł mi do gustu jeden w Banyalbufar – Son Burgundy. Son po katalońsku oznacza posiadłość. Nikt z nas nie spodziewał się w tym kilkupokojowym hotelu z kamienia takiej gościnności, rodzinnej atmosfery, przytulnych i niepowtarzalnych wnętrz. Hotelik wznosi się na wzgórzu przy jednej z krętych i wąskich uliczek wśród innych kamiennych domów. Można z drewnianych okiennic dojrzeć morze majaczące w oddali. Wyobraźcie sobie, że na tyle zaprzyjaźniliśmy się z właścicielką, że na drugi dzień zbieraliśmy u niej w ogrodzie pomarańcze na nasze śniadanie i bawiliśmy się z jej owcą, która myśli, że jest psem. Zostaliśmy też poratowani wczesną kolacją, gdy w miasteczku wszystko było wciąż zamknięte ze względu na…. zbyt intensywne opady deszczu! Tak, tak, gdy pada Hiszpan nie wyściubi nosa z domu!🙂

 Pada. Odrobina nostalgii w podróży. 
 Son Burgundy, grudzień 2017.
Owca-pies strażnikiem pomarańczy. Nasze zbiory na śniadanie.
Odkrywcy. W drodze do Cala na Clara, grudzień 2017.

GDZIE WĘDROWAĆ NA MAJORCE

Majorka to oczywiście piaszczyste plaże, transparentne morze, lazurowe zatoczki, przepyszna paella. Tego wszystkiego pewnie się jednak spodziewacie, więc wydaje mi się, że warto te słuszne skojarzenia poszerzyć jeszcze o inne atrakcyjne elementy.

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu okazało się, że Majorka jest idealnym miejscem na piesze wędrówki o różnych stopniach trudności. Można udać się na szlak górski w Serra de Tramontana lub do zatoczek i punktów widokowych. Jeżeli znacie hiszpański i chcecie dowiedzieć się więcej o szlakach, zapraszam do kliknięcia w link.

Zaczęło się od tego, że zaintrygowały nas wszechobecne drewniane tabliczki z wędrującym ludzikiem podpartym kijkiem i z tobołkiem na plecach. Od razu zapragnęliśmy udać się w głąb otaczających nas zachwycających widoków, więc podpytaliśmy znajomą Hiszpankę, co by nam poleciła biorąc pod uwagę, że będziemy dźwigać naszego synka. Padło na łagodne ścieżki Cala na Clara, szlaku często odwiedzanego przez miejscowych. Wybór okazał się strzałem w dziesiątkę! Doświadczyliśmy potęgi gór, nasyciliśmy wzrok morskim pejzażem, otaczała nas śródziemnomorska roślinność. Przede wszystkim jednak upajaliśmy się ciszą zakłócaną jedynie szumem traw i odległym beczeniem dzikich kóz, naszych przypadkowych towarzyszek. Czuliśmy się jak odkrywcy. Tylko dwukrotnie minęli nas ludzie zmierzający w przeciwnym kierunku. Słońce w zatoce chyliło się ku zachodowi. Czas było wracać. Prawdziwie odpoczęłam.

Cisza gór. W drodze do Cala na Clara, grudzień 2017.
I lazur morza. W drodze na Cala na Clara, grudzień 2017.

Mirador de Es Colomer, grudzień 2017.

MIEJSCE SPOTKAŃ WIATRÓW

Dzikie kozy na zboczach towarzyszyły nam także w samochodowej wyprawie do mitycznego Cap de Formentor nazywanego przez mieszkańców Majorki miejscem spotkań wiatrów (punto de encuentro de los vientos). Sama przejażdżka na przylądek, na którym wznosi się dziewiętnastowieczna latarnia morska, wiedzie przez serpentynowe drogi i urwiska. Nie można przejechać obojętnie obok punktów widokowych na tej trasie. Sądzę, że najsławniejszy to Mirador de Es Colomer. W okresie zimowym z łatwością znaleźliśmy tu miejsce parkingowe, co podobno latem może okazać się trudne. Widoków z tego miejsca nigdy nie zapomnicie. Nie mieszczą się one w skali piękna. Przylądek Formentor jest zdecydowanie punktem obowiązkowym do odwiedzenia na wyspie. Co ciekawe przy dobrej widoczności z przylądka można dostrzec brzegi Minorki. Byliśmy tymi szczęściarzami, którzy od razu wypatrzyli je z daleka!

Malcy i giganci. W drodze do Cap de Formentor, grudzień 2017.

CHOPIN I SAND W VALLDEMOSIE

Z kolei do Valldemosy powinien przyjechać każdy Polak ze względu na Chopina, który spędził tam z George Sand zimę 1838/39. Nie wyobrażam sobie jak w XIX wieku para dotarła do tej dość odizolowanej miejscowości w górach. Niestety klasztor kartuzów, gdzie Chopin i Sand przebywali był zamknięty, chociaż google mówiło, że muzeum jest otwarte. Nie zmartwiliśmy się tym jednak zbytnio i zaczęliśmy włóczyć się po miejscowości. Miasteczko jest malownicze, zwarte, budynki kamienne. Zaobserwowaliśmy różnicę w budownictwie między miasteczkami na północy, a tymi na wschodnim wybrzeżu wyspy jak np. Can Picafort. Budynki mieszkalne na północy są w kamieniu, te na wybrzeżu wykonane z płyty…Warto w Valldemosie zjeść z dala od ścisłego centrum, bo ceny są zawyżone i dzięki sprawdzonej rekomendacji mieszkanki wyspy, trafiliśmy do restauracji Can Pedro, gdzie było zwyczajnie hiszpańsko i smacznie. Valldemosa podobno oferuje dużo więcej niż udało nam się zobaczyć: dom rodzinny Cataliny Tomás, świętej z wyspy, galerię sztuki z obrazami Picassa i Joana Miró… To wszystko jednak przy naszej następnej wizycie!

 
Burzowo wzburzony Chopin w ogrodzie klasztornym. 
Valldemosa, grudzień 2017.

Palma de Mallorca, grudzień 2017.

CO WARTO ZOBACZYĆ W PALMA DE MALLORCA

Nie może zabraknąć w wyprawie na Majorkę kilku słów o stolicy wyspy, Palmie de Mallorca, niewątpliwej perełce. Najciekawszym momentem pobytu w Palmie okazała się trzygodzinna przechadzka z free walking tour. Już się pewnie z tym gdzieś spotkaliście, ale dla zdezorientowanych wyjaśnię. Free walking tour istnieją w niektórych miastach i polegają na oprowadzeniu zainteresowanych przez miejscowych przewodników – entuzjastów, którzy bardzo się starają, ponieważ pracują na fakultatywne napiwki dawane na koniec spaceru. W Palmie free walking tour odbywają się w języku hiszpańskim i angielskim. Powiem Wam, że serce biło mi z każdą minutą bardziej tak fascynujący był to spacer! Czego w tych opowieściach nie było? I żołnierze porywani przez Kartagińczyków i rzymianie, po których niewiele zostało i niszczycielskie wojska barbarzyńców i muzułmański kalifat i wreszcie królowie hiszpańscy oraz legenda o krokodylu-potworze i mnóstwo innych szczegółów z różnych dziedzin: typowe rodzaje patio z Palmy, co i gdzie zjeść, tłumaczenie katalońskich słów, legenda o sprzedawczyni ryb, wyjaśnienie nastrojów politycznych na Majorce, art deco Gaudiego niedaleko głównego placu, boom turystyczny w latach 60-tych. Dowiedziałam się więcej niż w niejednym przewodniku. Więcej o free walking tour w Palmie tutaj.

Tyle wody, tyle nieba. Palma de Mallorca, grudzień 2017.
Ceramika. Pòrtol, grudzień 2017.
Oliwkowe zakupy. Sineu, grudzień 2017.

CO WARTO KUPIĆ NA MAJORCE

Nasza wyprawa na Majorkę to oczywiście także zakupy. Gdy mówimy o zakupach codziennych, to pamiętajcie, że w niedzielę supermarkety w Hiszpanii są raczej zamknięte. Jeśli macie ochotę na zakupy typowo ciuchowe, to polecamy świat dobrych marek jakim jest Mallorca Fashion Outlet. Trafiliśmy tam przypadkiem w poszukiwaniu napoju dla dzidzi i ku naszemu zaskoczeniu, nie znaleźliśmy tam supermarketu, a raj ciuchowo-obuwniczy. Nie jestem największą fanką wielkich centrów handlowych, ale skusiliśmy się na zakupy. Lokalne targi są znacznie większą atrakcją i prawdziwym elementem folkloru wyspy. Jest ich naprawdę dużo i na każdy dzień tygodnia. My wylądowaliśmy w Sineu, gdzie targ ma miejsce w środę. Męża i synka najbardziej pociągał „dział” ze zwierzętami, mnie ceramika, starocie, bibeloty oraz akcesoria kuchenne z drzewa oliwnego. Zgiełk targowiska, przygrywanie kapeli gdzieś między jednym straganem a drugim, sterta badziewia za kilka euro, kontrast z kolorowymi owocami, oliwki, miód, masa ubraniowa, ilości przedmiotów niezidentyfikowanych…Prawdziwy targ, chociaż… nie ma zwyczaju targowania! Co i gdzie jeszcze kupić? Mallorca słynie ze sztucznych pereł zwłaszcza tych z Manacor, ale nie skusiłam się na nie. Jednak ceramikę musiałam dotaszczyć do Polski i specjalnie dla niej, podjechaliśmy do Pòrtol, gdzie można ją bezpośrednio kupić od rzemieślników. Odsyłam tutaj.

Najwierniejsi słuchacze na targowisku. Sineu, grudzień 2017.
Frito mallorquín. Mallorca, grudzień 2017.

CO WARTO ZJEŚĆ

Oczywiście nie może zabraknąć też kilku słów o jedzeniu. Na Majorce, ale i w Hiszpanii w ogóle, celujcie zawsze w menu del día w porze obiadowej, bo jest to wersja najbardziej ekonomiczna i zazwyczaj sycąca. W cenie dziesięciu euro jest pierwsze i drugie danie, napój oraz deser. Można też skorzystać z restauracji, gdzie serwują szwedzki stół i przy kasie na wejściu uiszcza się opłatę za jedzenie. Na Majorce w porze obiadowej takim miejscem jest restauracja Ses Torres niedaleko Ariany. Nie jest to miejsce wyszukane, często zatłoczone, ale można zjeść dużo za dobrą cenę. A co by tu typowego zjeść? Od razu nasuwają mi się dwa majorkańskie dania: frito mallorquín i tumbet mallorquín. Przepis na tumbet mallorquín pojawił się tutaj. Jest to danie warzywne, które wyjątkowo mi smakowało. Może ono pełnić rolę dodatku do ryby lub mięsa. Fito mallorquín też jest niczego sobie. Podstawą tego dania jest mięso z najróżniejszych zwierząt, może zawierać nawet mięso pawia! Najczęstszym warzywnym uzupełnieniem potrawy są ziemniaki, cebula i pomidory. Prawdopodobnie ten posiłek wymyślili Żydzi Seferdyjscy niegdyś zamieszkujący Hiszpanię. Bez wątpienia warto spróbować obu  dań!

Smacznego! Banyalbufar, grudzień 2017.

Bardzo bym chciała, aby ten dość obszerny artykuł Was zainspirował, zmotywował do podróży lub zachęcił do czegokolwiek innego-dobrego! Chętnie się dowiem o Waszych wyprawach na Majorkę i o wrażeniach jakie na Was zrobiła! Co byście jeszcze od siebie dodali?

Jeżeli podobał Ci się ten wpis, to zapraszam do polubienia mojego bloga na fb!:-) Dziękuję!

Ja bym dodała to zdjęcie. Kto znajdzie gołębia?
Palma de Mallorca, grudzień 2017.

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapiszZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

3 komentarze

  1. Dzidzia na Pokładzie

    12 lutego 2018 at 13 h 25 min

    […] naszym wyjazdem zagranicznym z niemowlakiem była podróż na Majorkę, o której obszernie piszę tutaj. Okazało się, że mimo, iż Ryanair to tanie linie lotnicze, możemy zabrać nieodpłatnie na […]

  2. Patryk Zieliński

    3 września 2019 at 15 h 29 min

    Dorzuciłbym takie małe miasteczka jak Soller czy Deia 🙂

    1. Anna Skwarek

      6 września 2019 at 21 h 26 min

      Zgodzę się.:-) Na Mallorce jest dużo malowniczych zakątków.

Leave a Reply