Od rana wybieramy się do Barcelos. Miasteczko położone na północy Portugalii w regionie Minho zawsze mnie intrygowało. Po pierwsze dlatego, że z Barcelos nierozerwalnie łączy się legenda o kogucie i niewinnym pielgrzymie zmierzającym do Santiago de Compostela. Koguta pewnie wszyscy dobrze kojarzycie, bo stał się symbolem Portugalii rozpowszechnionym na całym świecie. Kolejne skojarzenie z tym miejscem, to właśnie Droga św. Jakuba, która przebiega przez miasto. Od stuleci pielgrzymi przemierzają tamtędy szlak Caminho Português, więc w miasteczku łatwo można dostrzec tych, którzy wędrują do św. Jakuba. Trzecia ciekawostka, która nas tu zwabiła, to… targ! Od 1412 na Campo da Feira (albo też Campo da República) co czwartek odbywa się jeden z największych i najstarszych targów Europy!

TARGOWISKO

Dojeżdżamy, ale z parkingiem kiepsko. Okazuje się, że targ to wielkie wydarzenie w okolicy. Aut jest mnóstwo i to nie tylko w centrum. Na początku sobie z tego żartujemy, ale potem mniej nam do śmiechu. Samochody stoją dosłownie wszędzie i jesteśmy świadkami sytuacji, w której pan przestawia śmietniki, żeby zrobić miejsce dla pojazdu.:) Nawet nie wspominam o tym, że niektóre zniecierpliwione osoby zwyczajnie zastawiają drugiego… W końcu decydujemy się rozdzielić. Adam szuka miejsca parkingowego, ja czmycham na targowisko.

Stoły zastawione świeżym chlebem i serami.

Lubię targi za ich żywioł i chaos. Zawsze na rynku jest jakaś lokalna specyfika, coś, co „czyta się między wierszami”. Od razu rozumiem, że targ ma różne sekcje: rośliny, nabiał, pieczywo, ubrania, gospodarstwo domowe, wyroby rzemieślnicze…Gna mnie do sekcji jedzeniowej, które krzyżuje się niechybnie z roślinną.:) Misy pełne łubinu, kasztanów, przeróżne sery, kiełbasy, bochny chleba, stoły uginające się od owoców…Można kupić sadzonki drzewek pomarańczowych lub oliwnych, kwiaty, których nazw nie znam nawet po polsku… A obok kwietnych wiązanek leżą na ziemi także związane kury…Widok splątanego za nogi ptactwa niestety okazał się dosyć powszechny. Chyba nie chcę na to patrzeć. Przemykam więc na stragany z ubraniami. Tutaj okazuje się, że wystarczy, że się zbliżę, a już doskakuje do mnie sprzedawca. Najgorzej, gdy coś dotknę. Słyszę za sobą nieustanne: „Wybierz, dziewczyno, wybierz”. Nawet chciałabym coś wybrać, ale nie mam szansy nic obejrzeć.

Fascynują mnie te jasnoróżowe kwiaty. Ktoś zna ich nazwę?
A widzicie papryczki?:D

Oczywiście skusiłam się na koszyk.:)

Rzecz przezabawna przy pewnym straganie, gdzie rzeczywiście kupiłam bluzkę. Bogu dzięki pan, który mnie obsługiwał, nie domyślił się, że nie jestem Portugalką, bo mi by pewnie wcisnął cały kramik. Zaczaiłam się z boku straganu, więc nie zauważył mnie od razu i już wybrałam sobie ciuszek. Prawda jest taka, że te ubrania były tanie i ładne, więc gdy wyraziłam minimalne zainteresowanie tematem, pan zaczął mnie obskakiwać i przedstawiać po kolei wszystko, co ma na sprzedaż tworząc abstrakcyjne scenariusze mojej garderoby. Gdy roześmiałam się i powiedziałam, że różowiutki top odsłaniający brzuch, to dla kogoś młodszego niż ja, zaproponował mi czarną marynarkę oversize w stylu żałobnym. Trudno mi było się nie śmiać, ale zrozumiałam, że jeżeli nie kupię, to mnie nie wypuści. Podobnie było przy stoisku z wyrobami rzemieślniczymi, konkretnie z wikliną. Pan w końcu zszedł z ceny, żebym kupiła torebkę. Także można się targować. 🙂

KOGUT Z BARCELOS

Gdziekolwiek się nie ruszymy, tam napotykamy wizerunek koguta, z którego słynie nie tylko Barcelos, ale cała Portugalia. Na ogół kogut przedstawiany jest czarny z intensywnie czerwoną grzywą. Na upierzeniu ptaka znajdują się różne wzory, głównie serca i kolorowe plamki. Nie wiem jednak czy zwróciliście uwagę, że występują koguty też innego koloru np. niebieskie lub białe. Chociaż w mieście można napotkać posągi koguta gigantycznych rozmiarów, na straganach kogucie figurki, na placu przy kwiecistych klombach stoi już bożonarodzeniowy kokot w mikołajowym bucie (!), to nie odczułam w tym przesady. Jest zachowany zdrowy rozsądek w eksponowaniu koguta, z którego słynie miasto. Ale, ale… Skąd takie zamieszanie wokół kury?:)

„Cruzeiro do Galo” wdzięcznego pielgrzyma. Na jednej stronie krzyża znajduje się wyrzeźbiony św. Jakub, człowiek na szubienicy i kogut…

LEGENDA O KOGUCIE Z BARCELOS

Średniowieczna legenda głosi, że w Barcelos popełniono zbrodnię. Nie wiadomo było jednak, kto jest jej winien. Strach padł na miasteczko. Gdy w mieście pojawił się nikomu nieznany Galisyjczyk, pielgrzym do Santiago de Compostela, uznano, że to on dopuścił się zbrodni. Natychmiast skazano go na szubienicę. Niewinny człowiek błagał o spotkanie z miejskim sędzią. Wysłuchano jego prośby. Galisyjczyk zastał sędziego podczas wyprawiania bankietu, na którym właśnie podano wybornie upieczonego koguta. Przybysz zapewnił sędziego i zebranych gości o swojej niewinności, jednak nikt mu nie uwierzył. Zdesperowany wskazał więc na koguta i zakrzyknął: „Taką samą prawdą jest, że jestem niewinny jak i że ten kogut zapieje, gdy będą mnie wieszać.” Goście obśmiali Galisyjczyka, ale przestali mieć ochotę na pieczeń. Wędrowiec miał jednak rację. Gdy go wieszano, kur wstał i zapiał. Przerażony sędzia natychmiast pobiegł na plac i wyratował niewinnego. Pozwolił mu także bezpiecznie opuścić miasto. Lata później wdzięczny pielgrzym w podziękowaniu za uratowanie wzniósł w mieście kamienny krzyż dedykowany św. Jakubowi i Najświętszej Maryi Pannie. Średniowieczny krzyż możemy oglądać w Barcelos do dzisiaj (Cruzeiro do Galo).

Co ciekawe w polskich przewodnikach, spotkałam się z trochę inną wersją tej legendy. Tą, którą przeczytaliście powyżej zaczerpnęłam z oficjalnej strony miasta Barcelos.

 

Casa da Azenha były młyn, dzisiaj punkt pomocy dla pielgrzymów do Santiago de Compostela i Fatimy.

DROGA DO SANTIAGO

W miasteczku napotykamy pielgrzymów objuczonych w gigantyczne plecaki, do których jest przyczepiona jakubowa muszla, znak pielgrzymowania do św. Jakuba. Po wędrówce wylegują się na trawie niedaleko Paço dos Condes de Barcelos. Oczywiście od razu świta mi w głowie, że kiedyś przemierzymy ten odcinek Caminho Português. Barcelos to drugi przystanek od Porto. W miasteczku odczuwa się pielgrzymią atmosferę. Zaraz przy moście nad rzeką Cávado znajduje się punkt pomocy dla pielgrzymów, a w mieście i w pobliskim Barcelinhos są przeznaczone dla nich schroniska. Spacerując zauważamy także strzałki zarówno dla tych, którzy idą do Santiago (żółte) jak i dla tych, którzy zmierzają do Fatimy (niebieskie).

Może kogoś zainspiruję do wędrówki. Grafika z cm-barcelos.pt

ZABYTKI W MIEŚCIE

Pośpiesznie wychodzimy z rynku, gdyż od momentu pojawienia się blondwłosego Adama, jesteśmy bardziej nagabywani. Campo da República, gdzie odbywa się targ, sąsiaduje z placem o nazwie Largo da Porta Nova, który zaprasza na stare miasto. Ale mi się tutaj podoba! Barcelos jest bardzo kompaktowe, co rusz jakaś ciekawostka, zabytek, kawiarnia…Wszystko w granicie tak charakterystycznym dla architektury północnej Portugalii. Na Largo da Porta Nova klomby, fontanna, kościół, kamieniczki, XV- wieczna wieża… Z kościołem na placu nazywanym Igreja do Bom Jesus da Cruz związana jest kolejna legenda. W 1504 roku szewc João Pires miał tutaj zobaczyć czarny krzyż, co uznano za święty znak. Na początku postawiono na miejscu objawień kapliczkę, potem w 1710 wzniesiono obecny kościół. Do dzisiaj plac jest epicentrum najważniejszego dla Barcelos corocznego wydarzenia, czyli Festa das Cruzes, festynu, który trwa nawet 10 dni! Główne obchody wypadają na 3-go maja. Tuż obok kościoła w pobliskiej średniowiecznej wieży, Torre de Barcelos, można wspiąć się na sam szczyt i zobaczyć widok na miasto. Przy placu znajduje się też kwiecisty ogród Jardim das Barrocas, gdzie przyjemnie jest zwyczajnie sobie posiedzieć.

Igreja do Bom Jesus da Cruz

Jardim das Barrocas

W Barcelos wszędzie jest blisko. Zaraz z placu płynnie przechodzimy w najbardziej tętniącą życiem ulicę starego miasta, czyli w ulicę Rua D. António Barroso. Ci, którzy lubią zakupy, świetnie się odnajdą wśród małych sklepików, a smakosze kawy pewnie przysiądą w jednej z kawiarni na deptaku. Zaskakuje mnie obecność teatru – Teatro Gil Vicente. Taka mieścina a ma swój teatr! Nieprzypadkowo instytucja nosi imię Gila Vicente, renesansowego artysty zwanego „ojcem portugalskiego teatru”. Gil Vicente najprawdopodobniej urodził się w regionie Minho w niedalekim Guimarães, chociaż znalazłam też inne źródła mówiące, że jednak urodził się w Barcelos. Mimo wszystko świetna sprawa, teatr w tak małej miejscowości (Barcelos liczy 60 tys. mieszkańców). Mijamy klimatyczny średniowieczny plac z renesansową fontanną i decydujemy się na obiad (almoço). Od 12:00 już można coś przekąsić, a patrząc po ilości ludzi w dzień targowy, niebawem w restauracjach może być tłoczno. Wybieramy Casa dos Arcos  i jest to genialny wybór. W knajpie są sami Portugalczycy, można zamówić danie dnia, co oznacza, że zamkniemy się z przystawką, daniem, chlebem, piciem, deserem i kawą w 10 euro za osobę. Najważniejsze oczywiście jest jedzenie, które jest przepyszne (za wyjątkiem mojego szpinaku, którego jeszcze w Portugalii nigdzie dobrego nie skosztowałam). Nie jesteśmy w stanie wszystkiego przejeść. Najciekawsza okazuje się przystawka, gdyż składają się na nią grzyby, sądzę, że pieczarki, oraz kasztany…Obłędnie smakowite! Potrafię też docenić wnętrze lokalu za jego lity kamień. To muszą być bardzo stare mury…Po tak sytym objedzie aż chcemy się ruszyć. 🙂

Rua D. António Barroso

renesansowa fontanna

Nieopodal czeka już na nas rzeka Cávado, a tam ścieżka nad wodą i wspominana już Casa da Azenha, punkt pomocy dla pielgrzymów. Można też ruszyć mostem w stronę Barcelinhos. My wspinamy się na wzgórze, by zobaczyć ruiny pałacu Paço dos Condes de Barcelos. Do zniszczenia doszło w 1755 roku, kiedy to potężne trzęsienie ziemi zburzyło budynek. Teraz wśród starych murów można znaleźć zabytkowe różności, które zgromadzono w jednym miejscu, więc mamy misz-masz epok, stylów i funkcji. Przeważają sarkofagi, epitafia, a także takie cudowne znaleziska jak ta umywalka…

Lavabo, czyli umywalka.:)

Rio Cávado i ścieżka przy rzece.

Jeszcze spoglądamy na krzyż znany z legendy o kogucie z Barcelos, Cruzeiro do Galo, i powoli wracamy. Mijamy siedzibę władz Barcelos, Câmara Municipal de Barcelos, kościółki, pielgrzymów wylegujących się na trwie… Zostawiamy Barcelos zaskoczeni. Nie sądziliśmy, że jest to tak malownicza mieścina. Pojawiają się nowe marzenia… Może następnym razem przybędziemy tutaj jako pielgrzymi?

Jeżeli podobał Ci się ten wpis, zapraszam do polubienia magellanka.pl na fb. 🙂 A może wolisz Instagram? Tam też jesteś mile widziany. 🙂 Dziękuję bardzo za wszelkie lajki i serduszka. 🙂

Dla fanów języka portugalskiego mam dobrą wiadomość. Możesz w moim sklepie obłowić się w materiały do języka portugalskiego!:)