Jak obudzić w sobie kreatywność? Na podstawie „Drogi artysty” J. Cameron

Bardzo dawno nie było na blogu artykułu z kategorii „Inspirujące”. Jest jednak na to proste wytłumaczenie: przez ostatnie pół roku bez reszty pochłonął mnie kurs bestsellerowej książki J. Cameron „Droga artysty”. Kurs przewidywany jest na 3 miesiące cotygodniowej pracy w grupach lub samodzielnie. Stwierdziłam jednak, że nigdzie się nie spieszę i zrobię go w swoim tempie. Tym bardziej, że bywa wymagający i niektóre zadania okazują się czasochłonne. Kurs ma na celu pobudzenie czytelnika do twórczego działania. Przeznaczony jest zwłaszcza dla malarzy, aktorów, pisarzy, poetów, etc. Autorka przekonuje jednak, że każdy z nas jest artystą, ale często uśpionym lub/i poranionym przez krytykanctwo i zarozumiałość innych. Ta książka wracała do mnie jak bumergang w różnych kontekstach i w końcu stwierdziłam, że chcę podjąć to wyzwanie. Przyznam szczerze, że miałam pewne wyobrażenia co się powinno wydarzyć po tym kursie. Myślałam, że zacznę pisać tomik poetycki. Wydarzyło się jednak co innego, coś, co mnie zaskoczyło i przekonało, że tak, że droga odbyta podczas kursu, zmienia.

SPOTKANIA Z ARTYSTĄ

Niezależnie od  poszczególnych etapów kursu, by rozwijać swoje kreatywne umiejętności, każdy uczestnik powinien odbywać co tydzień tzw. „spotkania z artystą”. Na czym one polegają? Jest to czas, na ogół godzina, ale może być i więcej, które dedykujemy wyłącznie na kreatywne działania. Czasami są one zasugerowane przez autorkę, ale najczęściej jest to coś, co gdzieś sami podskórnie czujemy, że nam się marzy. Tak naprawdę spotkania z artystą wychodzą na przeciw naszym marzeniom o tworzeniu. Jak to się dzieje, że nagle ożywa w nas artystyczna dusza? Myślę, że pomagają nam w tym ćwiczenia z każdego rozdziału (rozdziałów jest 12naście). Regularne spotkania z artystą wyzwalają w nas drzemiący potencjał i dają bardzo dużo radości.

PORANNE STRONY

Codzienne pisanie 3 stron, to kolejne wyzwanie towarzyszące nam od początku do końca trwania kursu. Nie jest ważne co piszemy, ani jak piszemy. Absolutnie też nie można tego, co zapisujemy pokazywać innym. Poranne strony mają nam pomóc dotrzeć do naszych pragnień, obnażyć kwestie, w których być może nie do końca żyjemy w zgodzie sami z sobą. Na początku pisanie porannych stron może okazać się trudne. Ludzie często nie wiedzą o czym mają pisać. Jednak jeżeli zacznie się od prostych zdań takich jak:”Nie wiem co napisać” w końcu się coś napisze. 🙂

Czytałam po hiszpańsku (tak, tak, hiszpański to bardzo dobra odskocznia od portugalskiego), ale książka jest bez problemu dostępna po polsku np. tutaj.

CO MNIE ZASKOCZYŁO

Oj, wiele rzeczy mnie zaskoczyło! Nawet nie wiedziałam, że pozornie proste zadania, mogą okazać się naprawdę nie lada wyzwaniem. Już na samym początku kursu wpadłam niemalże w panikę, gdy miałam pójść na targ i za niewielką sumę wybrać dla siebie niepotrzebne drobiazgi, które w jakiś sposób przyciągnęły moją uwagę. Ćwiczenie miało przekierować uwagę na to, co dla mnie niezauważalne. Często jesteśmy tak zaabsorbowani naszymi sprawami, że pewne elementy rzeczywistości umykają naszej spostrzegawczości. Nie mogłam sobie kompletnie poradzić z sytuacją kiedy bezcelowo chodzę po rynku i w dodatku wydaję pieniądze na zbytki. Wróciłam ze śmiesznymi bibelotami i przerażającą trochę świadomością, że jestem bardzo pragmatyczna. Bardzo odkrywcze stały się dla mnie też zadania dotyczące mojej domowej przestrzeni. Nareszcie potrafiłam pozbyć się ciuchów z szafy, których nie umiałam wyrzucić nawet po spraktykowaniu zasad Marii Kondo. Urządziłam też swój kącik i odkryłam jak bardzo brakuje mi zieleni w domu. Kurs w dużym stopniu bazuje też na wizualizacjach i z zaskoczeniem obserwowałam jak wiele z wyobrażonych przeze mnie rzeczy po prostu się dzieje np. wymarzone warsztaty z ceramiki. Największym jednak atutem książki jest to, że po prostu zaczęłam w siebie wierzyć jako w artystę. Przypomniałam sobie radość wynikającą z samego faktu tworzenia. Przestałam dążyć do idealizmu, zaczęłam po prostu tworzyć przez zabawę. „Droga artysty” to bardzo uwalniająca z negatywnego myślenia książka.

CO BYŁO TRUDNE

Na pewno trudna była systematyczność. Pisanie 3 stron czasami mnie przerastało, ale wtedy uznawałam, że może nie potrzebuję tyle napisać i pozwalałam sobie na mniej. Pisałam jednak praktycznie codziennie i myślę, że miało to zbawienny wpływ na tragiczne wydarzenie w naszym życiu, które zdarzyło się w międzyczasie, gdy straciliśmy dziecko w 4 miesiącu ciąży. Pisanie pomogło mi w wyrażeniu moich emocji w tym bólu. Dziwnym doświadczeniem okazało się … nieczytanie. Przez tydzień miałam absolutnie nic nie czytać, co oznaczało także nieprzeglądanie postów na instagramie i fb, wieści z prasy, materiałów do nauki, o lekturze książek nie wspominając. Trudna dla mnie sytuacja, bo na ogół dosyć dużo czytam. Co ciekawe taki tydzień wpłynął kojąco na moją kreatywność i już pierwszego dnia zaczęłam pisać wiersz. Po prostu myślę, że brak bodźców z zewnątrz wyzwolił to, co wewnątrz. 😉 Inna sprawa, że na początku towarzyszył mi entuzjazm. Do tego stopnia, że nie mogłam się już doczekać, co będzie w następnym rozdziale. Przyszedł jednak kryzys około 8mego tygodnia pracy z książką. Pozbierałam się i stwierdziłam, że szkoda by było tak na końcówce się poddać. Do tego wszystkiego, gdy zaczęłam czytać kolejny rozdział okazało się, że autorka właśnie o tym wspomina, że teraz pewnie przechodzę kryzys. Także wydaje mi się, że to naturalna kolej rzeczy, że jest i moment wypalenia lub znudzenia.

REZULTATY

Dzięki „Drodze artysty” wróciłam do malowania akwarelami. Ostatnie moje akwarele powstały w Lizbonie kilka lat temu. Potem jednak zupełnie to porzuciłam bez większego powodu. Trudno mi powiedzieć dlaczego przestałam malować. Może to przeprowadzka z Portugalii do Polski tak na mnie wpłynęła? Małżeństwo i dzieci, a właściwie więcej obowiązków płynących z nowych ról żony i matki? Faktem jest, że mi tego nie brakowało i o tym zapomniałam. Tymczasem malowanie wciąż we mnie drzemało. I tak nagle podczas spotkań z artystą namalowałam jedną akwarelę, potem następną i kolejną, aż nagle moje akwarelki zaczęły robić się tematyczne tzn. wyłonił się z nich lizboński tramwaj 28. Aż zaczęłam się dziwić: co u licha się dzieje, chciałam napisać wiersze, a tymczasem maluję wciąż nowe akwarelki.

Jak Wam się podobają? Co sądzicie?

Przykładowe akwarele:

Ktoś by chciał taką akwarelę?:D

WNIOSKI

W „Drodze artysty” najważniejsza jest właśnie droga i na moim przykładzie widzę, że przyniosła ona hojne owoce. Uświadomiłam sobie wiele na temat moich marzeń, zawalczyłam o przestrzeń dla mojego wewnętrznego artysty, wybaczyłam osobom, które kiedyś wyśmiały to, co napisałam lub namalowałam, zaczęłam znowu malować, kontynuowałam pisanie wierszy i tłumaczenie, dom ożył nowymi detalami i więcej. Książka dla mnie przyniosła dużo dobrego. 🙂

Poniżej jeszcze filmik z Youtube na temat „Drogi artysty”. Inaczej o tym samym. 🙂

Jeżeli podobał Ci się ten wpis, zapraszam Cię do polubienia magellanki na fb! Jestem też na Instagramie z dodatkową porcją stories o Portugalii. A może nauka portugalskiego? Nic prostszego, zapraszam do grupy na fb!

Leave a Reply