Cudownie jest się dać zaskoczyć w swoim już teraz rodzinnym mieście! O Stowarzyszeniu Promocji Sztuki Łyżka Mleka dowiedziałam się, jak to przewrotnie bywa, naokoło. Na warsztatach poetyckich w Stroniu Śląskim kolega z grupy zapytał się mnie czy jestem związana ze stowarzyszeniem po tym jak napomknęłam, że od niedawna mieszkam w Kaliszu. Wręczył mi wtedy tomik poetycki Wandy Karczewskiej i zasiał ciekawość oraz ziarnko niepewności. Czyżby działo się w Kaliszu coś na tyle literacko mnie inspirującego, by warto było w tym uczestniczyć? Nie ukrywam, że Kalisz traktuję trochę jako kulturalną prowincję i raczej kółko wzajemnej adoracji w hermetycznych grupach artystycznych niż jako przystań dla prawdziwych działań twórczych. No cóż, moja ignorancja. 🙂

Głównym wydarzeniem, które promuje stowarzyszenie jest coroczny Ogólnopolski Festiwal Poetycki im. Wandy Karczewskiej, w tym roku już VIII. Karczewska to niedoceniona za życia poetka związana z Kaliszem. Stąd też seria tomików wydawana przez Łyżkę nosząca tytuł: „Powrót do Karczewskiej”. Festiwal jak się okazało ma kilka obliczy. Można pójść na koncert, obejrzeć fotografie, zobaczyć spektakl, poznać grupy poetyckie, wysłuchać rozmów z autorami tomików. Mimo interdyscyplinarnego charakteru przedsięwzięcia w centrum jest zdecydowanie poezja, co mnie oczywiście cieszy. Takim elementem festiwalowym, który zapewnia słuchaczom i występującym adrenalinę jest bez wątpienia turniej jednego wiersza, o którym właśnie słów będzie kilka, gdyż w tym roku…wzięłam w nim udział! Turniej wypadał dokładnie w moje 30-ste urodziny (o refleksjach w tym wieku można czytać tutaj :-)) i stwierdziłam, że to dobra alternatywa dla hucznej imprezy. Taki mój skok w bok.

Czym byłam zdziwiona? Po pierwsze, że faktycznie turniej jest ogólnopolski. Rzeczywiście twórcy byli zewsząd. Od razu zapewnia to pewien komfort, gdy mówimy o poziomie konkursu. To zdecydowanie drugie bardzo pozytywne zaskoczenie. Po turnieju, jeszcze nie znając wyników, z ulgą pomyślałam, że w dobrych zawodach wystąpiłam. Wiadomo, zdarzały się teksty lepsze i gorsze, egzaltowane, przejaskrawione i może czasem naiwne też, ale to jedynie nadało turniejowi różnorodności, gdyż pojawiły się także wiersze o bardzo dobrym poziomie poetyckiego warsztatu. Dodam (i to też jest dla mnie zdumiewające), że wystąpiło aż 45 osób! Nie wiem skąd się wzięło we mnie przekonanie, że będzie nas kilkoro i po 30 minutach pójdziemy do domu. Jak widać, jak festiwal to festiwal, a nie jakieś półśrodki! Kolejny pozytyw to zróżnicowanie wiekowe uczestników z tendencją do osób 40+, co mnie trochę rozbawiło. Może gdy się odchowa dzieci, bierze się na poważnie za pisanie? A jeśli już mowa o dzieciach, to miłym akcentem było małżeństwo, które przyszło wraz ze swoim dzieckiem i wzięło udział w konkursie. Najpierw wiersz odczytała mama, potem tata, a dziewczynka grzecznie słuchała na widowni. Nie zabrakło też prawdziwych indywiduów: pani elegantka w kapeluszu czytająca o Big Brotherze na sykomorze czy inne damy w powłóczystych szatach oddające się poetyckiej kontemplacji. Lubię te festiwalowe osobistości poprzez kontrast do mnie samej, która przychodzi raczej zwyczajnie ubrana. Często też pozory mylą i jak widać mnie to porzekadło również dotyczy. Bo oto taka sytuacja. Wychodzi na scenę piękna kobieta wyglądająca jak laleczka Barbie i można by pomyśleć, że przeczyta jakiś banał, a ona recytuje taki wiersz, że pozostaje po nim tylko gula w gardle i wyżej uniesione brwi. Ten tygiel różnorodności na pewno sprzyja atmosferze festiwalowej. Dodam, że jury też było zacne, ale nie chcę tutaj nikogo szczególnie wyróżniać. Po prostu turniej jest dobrze zrobiony i to cenię! Także myślę, że duże znaczenie dla zainteresowania konkursem ma pula nagród. Do podziału jest 4000 zł. Oprócz nagrody pieniężnej poeta, który zajmuje pierwsze miejsce otrzymuje statuetkę z brązu. Zapisy na turniej i sam konkurs odbywają się od rana, wieczorem dowiadujemy się kto został zwycięzcą.

Do wieczora jest zatem mnóstwo czasu i wówczas można uczestniczyć w bogatym festiwalowym programie. Tutaj wspomnę o spotkaniu z Elżbietą Lipińską i rozmowie z nią na temat jej tomiku poetyckiego „Kamienie”. Rozmowie, którą słuchałam z zapartym tchem. Już sama oszczędna kartonowa okładka książki mówi do mnie więcej niż niejeden wiersz. I w tym wypadku bezbłędnie współgra z zawartością. Bo jak pokazać na okładce pogmatwane i bolesne losy swojej żydowskiej rodziny? Autorka opowiadała jak dojrzewał w niej ten tomik – album, a także jak dowiedziała się o swoich żydowskich korzeniach, gdyż do 12-nastego roku życia nie miała o nich pojęcia! To też było przedmiotem rozmowy: rekonstrukcja tragicznej przeszłości rodziny ze strony ojca, pieczołowita praca nad uchwyceniem w wierszach rysu osób, o których na początku Lipińska niewiele wiedziała. Świadek zdarzeń – jej tata – milczał, a potem, gdy już można było pytać, zmarł. Podczas tego niezwykłego, magnetyzującego mnie wręcz spotkania, pytałam siebie w myślach: „Ile osób na tej sali może zupełnie nie wie o prawdziwych losach swoich przodków?” Rozmowa sprowokowała we mnie filozoficzne rozważania. Może też coś przegapiłam, ale po spotkaniu w amoku szukałam książki na straganiku, by ją zakupić i pobiec do autorki z długopisem, a tu nic, ani tomiku na straganiku ani długopisu i wpisu. 🙂 Może jednak coś po prostu przeoczyłam.

I po tym właśnie spotkaniu, było… Tadam… Rozstrzygnięcie konkursu! I tu dopiero miały przyjść emocje, bo, kochani, zajęłam drugie miejsce! I to mnie niezmiernie ucieszyło! Potraktowałam to jako sygnał od losu, by kolejną dekadę życia zacząć w rytmie marzeń. Pierwszą nagrodę (700zł) i statuetkę zdobył Grzegorz Kielar z Tarnowskich Gór, za którego zgodą publikuję zwycięski wiersz. Zdradził mi też taki sekret na temat pisania, cytuję: „Przychodzi po prostu moment, kiedy słowa same domagają się jakiegoś uporządkowania i zamknięcia w jakąś całość.”

Grzegorz Kielar

Do pary

się zwijam się mnę 
jestem z celofanu
czasem szeleszczę
po drodze mi z deszczem

się zwijam się mnę
jestem stuzłotówką starą
już nie pukam nie stukam
po drodze mi z marą nocną
jestem nastukany
i puknięty jestem

ogarniam coraz mniej
choć się garnę czasem
się chwieję się pnę
z poręczą mi poręczniej
mam pod lasem szałas
nie gonię trwonię grosze
i po trosze znikam
łamliwe serce mam ciągle
po lewej stronie
wiem co to przyciąganie ziemskie
i nieziemskie odpychanie
ale nigdy nie wiem co robić
ze szczątkami początków
i zaczątkami końców
znam na pamięć omamy osłuchy
pogłosy
i bosy jestem cały

odwiedzam miejsca których
już nie ma i granie w znikanie
uprawiam
się nie umawiam już nie namawiam

się zwijam gnę się i lgnę skrycie
omijam skwery targi i dzwonnice
na nice wiersz obracam
i nie zwracam uwagi na nic
nie latam z chmurami
co się da łatam jeszcze
po drodze mi z dreszczem

dnieję coraz rzadziej
bo szczególny ze mnie przypadek
jestem bezcelownik
i zamiejscownik jestem

się zwijam
mijam pomalutku odpuszczam
puszczam statki na wietrze
i oko do księżyca
łzy się kończą powoli
boli lżej jakby i w środku
mniej kwili

coś się może dziś wydarzy
coś się może dziś wymarzy
za rogiem latarnia przydrożna
pod stopami chodnik szary
na ławce ćma niczyja
– nas troje do pary

Na zdjęciu bez Grzegorza Kielara, ale z szanownym jury i pozostałymi nagrodzonymi uczestnikami. 🙂

Chciałabym tylko jeszcze zaznaczyć, że nie jestem członkiem stowarzyszenia. Może kiedyś będę, ale w dniu kiedy wpis powstaje nie mam z nim nic wspólnego i ten wpis nie jest jakąś sponsorowaną wypadkową a jedynie opisem wydarzenia, w którym brałam udział. Tym bardziej miło mi napisać o nim pozytywnie. Nie rozumiem czemu tak mało się słyszy o Łyżce poza kręgami artystycznymi  nawet w samym Kaliszu… Może organizatorzy powinni pomyśleć o szerszej promocji? Umieszczeniu logo stowarzyszenia w miejscach publicznych, by zaintrygować? Wyjściu w plener na czytania wierszy np. do wspaniałego kaliskiego parku, po którym zresztą przechadzała się Karczewska? Nie wiem, zawsze się dobrze radzi, ale po prostu szkoda mi, że o szlachetnych inicjatywach się zwyczajnie nie wie!

Jeżeli podobał Ci się ten wpis, polub Magellanka.pl na fb! Zapraszam tutaj!

Oficjalna strona Stowarzyszenia Promocji Sztuki Łyżka Mleka dostępna tutaj.

Szczegółowa relacja z tegorocznego festiwalu dostępna tutaj.

Autorską stronę Elżbiety Lipińskiej możecie znaleźć tutaj.

We wpisie wykorzystano logo oraz plakat pochodzące ze strony Stowarzyszenia Promocji Sztuki Łyżka Mleka. Fotografie: moja, Arek Łuszczyk, Paweł Dąbrowski.